wtorek, 19 kwietnia 2016

Medytacja

Płynie we mnie krew przodków. Krew tych co byli i tych co będą. Jesteśmy jednym, zatapiając się wspólnie w resztkach wspomnień sprzed wieków. Tkwi we mnie cała ludzkość: ja, Ty, Wy, Oni, żyjący w dostatku i biedzie. Jest we mnie cierpienie i ból, radość i miłość; uczucia wciąż pamiętające o energii karmiącej całe pokolenia swoim istnieniem. Zwierzęta obdarte ze skóry, niewolnicy i królowie, piękne zielone tereny i globalne wycinanie drzew. Śmiech Buddy i bezgraniczna miłość Jezusa, współczucie i zrozumienie. Wszystko to jedna ścieżka pozwalająca poznać i odnaleźć samego siebie wśród milionów Tobie podobnych. Gdzieś tam głęboko w Tobie tkwi iskra, zapalnik, który ma wywołać przebudzenie. Głębokie otworzenie oczu, które zaczynają patrzeć inaczej na wszystko co Cię otacza a jednocześnie nie potrafisz wyjaśnić istoty tego stanu. Dokładnie w tym miejscu zaczynasz odczuwać spokój i błogość, cała reszta delikatnie się rozmywa tworząc pole do wzrostu. Jesteś jak roślina, która nigdy nie poznała słońca. Jak ptak, który nie posiada własnego gniazdka. Jednak w chwili najwyższego skupienia i medytacji odnajdziesz to, co od samych narodzin posiadasz a o czym Twoja jaźń zdała się zapomnieć. Coś, czego opisać nie można, bez słów i gestów. Twoje nowe odkrycie znajduje się ponad wszelką wiedzą uczonych i tym co ziemskie.



niedziela, 31 stycznia 2016

Drewniany dom

Znów tu jestem. W drewnianym domu, pełnym obrazów i przestrzeni. W drzwiach wita mnie znajoma twarz kobiety, którą poznałem w zeszłym roku. Uśmiecha się do mnie i przytula, niczym własne dziecko wracające z dalekiej podróży. Na ścianach wiszą portrety, krajobrazy, abstrakcje; wszystko malowane przez rosyjskich i polskich artystów. Zmarzniętymi dłońmi obejmuję kubek aromatycznej  herbaty i słyszę historie o filozofach, którzy tu byli i prowadzili żwawą dyskusję o sztuce współczesnej. Na moich kolanach spoczęła psia głowa, spoglądając na mnie i prosząc o odrobinę czułości. Chwilę potem jeden z moich ulubionych kotów siedział w tym samym miejscu. Niespokojny wiatr na zewnątrz służył częstowaniu mnie winem z głogu, świeżo pieczonym chlebem i rozmową tak ciepłą, że mógłbym zatopić się w każdym oddechu tego miejsca. Podmuchy za oknem wciąż nie dawały za wygraną, przeganiając wszelkie myśli, które w ostatnim czasie wyciągnęły z mojej psychiki  energię do życia. Pokój już na mnie czekał, w drewnianym korytarzu znajdowała się półka z książkami, na której wsród starych pozycji, które pochłaniał ząb czasu odnalazłem kolekcje lektur o kotach. W pokoju jest chłodno, ale zarazem rześko jak nigdy, otwieram jedną z książek jakie przywiozłem z sobą. Duża ilość czasu pozwala mi na czytanie a brak dostępu do mediów jest jak lek na moją duszę. Przeczytałem dwie pozycje, które na drodze przebudzonego miały być kamieniem milowym. Niczego już nie szukam, odnajdując zrozumienie zamiast pytań i odpowiedzi, które kierowały niegdyś moimi emocjami, poglądami i egzystencją. Wszystko jest takie jakie być powinno, bez nazw, określeń, osadów. Życie to cisza pośród której rozbłyskujemy radością oczu dziecka. Wszelkie poglądy, czcza gadanina to wymysł społeczeństwa, które musi okazać się mądrzejsze od innych grup społecznych, musi coś udowodnić, przekonać, pokazać swoją wartość. Musi karmić siebie i innych dobrem lub złem. Nie ma wartości żadna wiedza, mądrości nie uczą uniwersytety. Setki stron zapamiętanych, wzory, określenia, poglądy to wiedza nabyta na określonej scieżce. Dająca pożywkę dla własnego ego i innych, którzy uważają to za coś o wysokiej jakości poznawczej. Mądrość osiągają ludzie prości, którzy za nic mają osądy innych, kiedy patrzą w słońce i siedzą bez celu słuchając szumu drzew. Mądrość nie potrzebuje wyższości, udowadniania, złożoności. Jest prosta jak oddech, jak pierwszy wiosenny kwiat i przepływająca rzeka. Na tej drodze nie ma wielu słów, nie można się tego dowiedzieć by to pojąć. Można jedynie nakreślić wskazówki, które zbliżają nas do wieczności i pełnego zrozumienia, że akceptacja wszystkiego jako jedności jest najprostszym krokiem do przebudzenia. Krokiem do światła, które niszczy ego, dualizm osobowości, zabiera stare by wlać w serce nowe. Drewniany dom to doskonale warunki do odbierania niezwykłej jasności ukrytej między dźwiękami, przestrzenią, przyrodą a doskonałym Tobą, oddychającym nowym światem. 

niedziela, 13 grudnia 2015

Na hali

Wracam pamięcią do dnia przebudzenia. Chwili, kiedy moje oczy spojrzały na świat inaczej. Dziś już rozumiem zalążek, który obudził się we mnie w tamtym czasie. Dostrzegłem przejrzystość świata, w którym myśli zupełnie się rozpłynęły. Każde drzewo i każdy kwiat to czysta emanacja energii, każdy kształt jest odbiciem wszechświata. Stanąłem wtedy zdziwiony jak małe dziecko bo zrozumiałem, że wcześniej drzewo stało jakby przysłonięte białą firaną. Jego obecność była mi obojętna, jakby ten niezwykle złożony organizm stanowił tylko jeden z milionów przedmiotów. Zniknęły cele, marzenia, dążenia, utknąłem w "teraz". Wiatr rozbujał drzewo, w sobie tylko znanym rytmie, doskonałym i ciągłym podmuchem.  Ludzie mijali mnie wtedy, jednak odczuwałem wyłącznie obecność przestrzeni i drzewa, z którego bił niezwykły spokój. Cisza w środku miasta przeniosła się do mojego wnętrza, wnikając głęboko do samego rdzenia jakim jest życie. Zniknął czas, zniknęło wszystko, zostałem pośrodku oazy ciszy i błogości. Ta chwila była idealna, trwała pewnie nie dłużej niż minutę, a w moim odczuciu stan ten trwał godzinę. Wszystko miało miejsce w środku miasta, drzewo wyrastało z fragmentu ziemi pomiędzy budynkami. Wtedy zrozumiałem, że jesteśmy nierozłączni z naturą. Żyjemy wsród wysokich wieżowców, spalin, samochodów, setek ludzi. Zupełnie tak jak drzewo rosnące wśród betonu. One miało stoicki spokój i dostojność. My mamy emocje, które rządzą naszym życiem zbudowanym z myśli. Ten stan nie pojawił się więcej, aż do momentu, kiedy zamieszkałem na kilka dni w drewnianym domu, otoczony wyłącznie przyrodą. Od wielu lat poczułem się jakby tam był mój dom, jakby cała ta gonitwa za złapaniem istoty życia znalazła odpowiedź w tym miejscu. Miejscu, gdzie rytm życia ustanowiła natura, z którą każdy żywy organizm współgrał na idealnym dla siebie poziomie. Nie byłem w stanie tego opisać, słowa były zbyt małe i nieistotne. Notka to tylko zapis pewnej drogi, która sprawiła, że narodziłem się na nowo. Dziś już nic nie jest takie samo.