sobota, 11 grudnia 2010

Trouble sleeping

godzina 00:10, 11 grudzień, zmęczone oczy i myślowa otchłań zatapia mój umysł na granicy nocy i dnia kolejnego. Jestem tutaj wokół ciszy, otoczony ze wsząd mrokiem przez który przebija się jedynie drobna smuga światła wydobywająca się spod ekranu. Kruche dłonie delikatnie napierają na granicę klawiszy w cichym stukocie a serce przyspiesza jakby chciało coś wykrzyczeć. Dzisiaj było tak spokojnie, moją duszę koiła muzyka arysty, który swoim głosem leczy umysł; lecz teraz muzyka ucichła, jestem tylko ja i mały ekranik. Moje oczy załzawiły gdy ciało zlało się z łóżkiem w jedność, lód pokrył żyły a dłonie zaczęły nerwowo przebierać palcami od czasu do czasu przegładzając włosy na głowie. Gdy pamięć powraca bywa trudno, jak bardzo inni ludzie na nas wpływają, jak wielkie piętno można odcisnąc na drugim człowieku i w końcu jak długo można czuć ból. Miłość tak dawno nie rozmawialiśmy bo ja już chwilami nie chcę, nie umiem, nie potrafię z Tobą rozmawiać. Samotność też raczej za Tobą nie przepada a ja nie wiem, kto w tym wypadku ma rację. Otworzyłbym butelkę wina bo dopiero wtedy mógłbym być waszym mediatorem w dyskusji; chociaż żaden to lek i pomoc żadna, wy się nie dogadacie a mnie na drugi dzień tylko głowa rozboli. Nie chcę umierać od środka, chcę odetchnąć tak prawdziwie, oddechem wiosennym i ciepłym, zamknąć swoje neuronalne pętle tam gdzie będę czuł się szczęśliwy. Tam, gdzie źrenice mówią słońcu "dzień dobry" a księżycowi "dobranoc", tam gdzie dłonie kobiety wyrażają prawdę gdy są obok moich, tam gdzie umysł czuje spokój istnienia zamiast goryczy bytu. Zmęczone powieki osuwają się z wolna niżej ku podłodze, chciałbym zasnąć, śnić a potem wstać z ogromną siłą na kolejne dni ale to tylko wizualizacja potrzeb. Rzeczywistość ma więcej odcieni szarości niż grudniowe niebo a serce chwilami więcej chłodu niż temperatura nocą gdzieś w mieście. Przesunę swoje zwłoki tak przez kolejny tydzień, trwając w świecie, który zamiera tylko na chwilę gdy mój umysł zamyka nocą drzwi do życia, sen jest jak chwilowa kilkugodzinna utrata świadomości po której wstajemy i mniej lub lepiej sobie radzimy. Gdyby ktoś dał możliwość włączenia sobie opcji głupca, chętniej bym z niej skorzystał jak z możliwości snu. Będąc głupcem mógłbym ot tak, wyłączyć funkcjonowanie rozumu, zatrzymałbym proces myślowy i funkcjonwał przez kilka godzin, dni z łatwością i bezmyślnością. Tak wiem, śmierdzę dziś Werterem, i kilkoma słonymi łzami, które spływając po policzku umarły śmiercią naturalną w okolicach obojczyka. 

Pytania ? KLIK

1 komentarz:

A pisze...

Ostatnio potrzebuję Twoich słów jak porannego śniadania, ciepłej czapki na mroźną zimę czy odwiecznie towarzyszącej mi muzyki w czterech ścianach.