środa, 26 stycznia 2011

Vaka

Pohuśtaj się ze mną na ławeczce inspiracji, dotykaj schodów po których chodzę mokrymi dłońmi. Ułóż usta na framudze drzwi, gdzie dopiero zostawiłem swój zapach i usiądź o poranku gdy nadejdzie wiosna w trawach zielonych, utoń w wietrze, połam swoje dłonie w przegubie i muskaj moje skronie. Pochłaniaj moje słowa, przytulaj się do nich niczym nimfa, spójrz na mnie, jestem tak nagi, odkryty z wrażliwością drobnych pąków wykluwających się z drewnianych nitek, gałązkami zwanych. Krwawię, mimo wewnętrznej siły, moje powieki zamykają się pośród traw, tylko Twoje usta tkwią w mojej wyobraźni, oczy, skóra, głos, śmiejące się źrenice, przecież nawet nie wiem kim jesteś i co lubisz. Na tym polega bogactwo wyobraźni, możesz mieć co chcesz, nawet tego nie doświadczając. Różnica to odczuwalna przyjemność, która realnie przewyższa wyobraźnię wielokrotnie. A więc opadam obok Ciebie, odurzając się wrażliwością wypowiadanych słów, drobnych gestów, sposobem układania włosów i wewnętrznym bogactwem, bo kocha się za środek, płynący między żyłami, za emocje skradające się w czerwieni krwi, za rachunek wad i zalet, który się przyjmuje z całym jego obustronnym bogactwem i saldem końcowym, zakończenie jest kropką lub znakiem zapytania. To los decyduje jaki znak zostanie mi przypisany. 


























photos from: weheartit

<3

piątek, 21 stycznia 2011

21 gramów, so far.

Jednostki, istoty społeczne, funkcjonujące w świecie ubranym w klęski, zwycięstwa, szczęście i smutek. Wielkie indywidualności bo przecież każdy z nas jest inny, często jednak mechanizmy mamy bardzo podobne. Wysuwam swoje stopy wzdłuż łóżka, wyprułem się od środka niczym kolorowy sweter, z włóczki zrobiony i stanąłem mentalnie na skraju egzystencji. Pogoda za oknem jest przecież tak niebywale szara i depresyjna jak chwilami dusza we mnie samym, uśmiechałem się przecież niedawno a pakietu nie starczyło na ten weekend. Emocjonalne rozedrganie krąży w moich żyłach dotykając każdej cząsteczki mnie samego, dotyka powiek, dłoni, serca i płuc. Wdziera się nawet pod łóżko na którym śpię i topi w herbacie, którą popijam. Poznać miłość to coś wielkiego, to coś głębokiego, tak cholernie. Doznajesz wtedy stanu, którego nie wyjaśniają żadne książki a Ty płyniesz niesiony falą, przez każdą rzekę i każdy smętny dzień jakby to nie miało znaczenia, czy jutro spotka Cię coś trudnego, kolejny problem bo masz taką siłę, która pokonałaby wszystko co wydaje się niemożliwe do przejścia. Dziś słucham, moja lista zbudowana z treści i drobnej tafli w oczach. Żyjemy w swoich życiowych rolach, psychologia pomaga mi zrozumieć siebie i innych, dziękuję temu na górze, gdy składam moje dłonie w modlitwie, życie jednym wielkim darem, samym w sobie, bez względu na to kim jesteś, żyjesz bo tak chciał Bóg. Moje serce na białej serwetce, podane i zgrabnie zapakowane, tak jak pakuje się prezenty dla osób na których Ci cholernie zależy, starannie i powoli. Kiedyś się odnajdziemy, wtedy rozpakujesz jedyny prezent jaki mogę Ci ofiarować, poraniony i nerwowo pulsujący, tylko ta czerwień w gramach mierzona, mogłaby być Twoja gdybyś tylko chciała zobaczyć we mnie człowieka, który nigdy nie zamierzał dostosować się do praw dzisiejszego świata i położył osobowość nad zewnętrzność, która jest coraz częściej wyznacznikiem ludzkiej wartości. 

<3

bonus, nowość - dawno żaden utwór nie wywołał takich wewnętrznych emocji.








sobota, 15 stycznia 2011

rap w duszy.

Tak się wychowałem, nazywaj to jak chcesz. Dziecko rapu, mpc60, szumiące winyle, linijki, wersy i ja cały w tym zatopiony. Pierwsze kawałki puszczałem nie wiedząc  z czym mam do czynienia, początki to czysta ciekawość a z wiekiem zupełna miłość. Wiesz, ja oddycham tą muzyką, ona daje mi tlen, jest jak mantra, gubię się, odnajduję i płynę przed siebie. Tak już grube lata z tym gatunkiem w sercu, on bawi się z moją duszą, uczył mnie, ratował, wspierał, dawał energię, koił każdą drobną komórkę. Pamiętam ostatnie koncerty przy których czułem jakbym rodził się na nowo, jakby to było moje miejsce wśród ludzi z uniesionymi dłońmi w górę, z tłustym oldschoolowym bitem. Brałem swoje smutki i niszczyłem je mentalnie podczas powrotnej drogi do domu o 3 nad ranem, letnią porą rap unosi kończyny do nieba, wtedy można osiągnąć wszystko, możesz śmiać się, rozmyślać i siedzieć na ławce jak dziecko wszechświata, kochasz tą muzykę ? we mnie masz dzisiaj brata. Czasy się zmieniły, ludzie przestają patrzeć na słuchaczy rapu jako tych złych, bez perspektyw na jutro. To kolejny wieczór w którym wracam do korzeni, stare teledyski, dobre bity, spokojny oddech i chłodne powietrze sączące się przez uchylone okno. Zarażałem rapem ludzi, jednostki zagubione odnalazły swoją ostoję w tym gatunku, bo to coś więcej niż dźwięk z tekstem połączony. To filozofia życia, bycia, dojrzałości, poczucia prawdy i dobra. Otwórz swoje uszy i powiedz, że chcesz się czegoś nauczyć, ta muzyka Cię poprowadzi – wystarczy, że dokonasz właściwego wyboru. Dorosłem i jeśli ktoś powiedział, że z tej muzyki się wyrasta to bzdura, z miłości się nie wyrasta.  


Ps. Przypominam o konkursie w jakim biorę udział i proszę o wszelką pomoc. Aby zagłosować na mój blog wystarczy wysłać sms o treści G00289 na numer 7122 


wtorek, 11 stycznia 2011

świat wypadł mi..

Brak chęci na zwyczajny poranek był tak silny jak nałóg setek osób pijących ciemny, sypki proszek, rozpływający się po krawędziach różnokolorowych kubków. Ułożywszy swoje opuszki na klawiaturze znowu wystukałem słów kilka, myśli, które w moim życiu przepływają przez neurony w niewyobrażalnej liczbie. Takie stany naginają linie papilarne, zmieniają krwioobieg i stan umysłu, krwawisz od środka i tylko w czasie snu serce gra niczym szkatułka, z kręcącą się w środku porcelanową lalką. Moja dusza czasem drży, w lęku przed światem, przed całą tą życiową drogą, która ma być już z góry określona i mimo drobnych zachwiań, tak cholernie schematyczna. Nie chcę by była schematyczna, takie wykresy męczą bo stanowią przecież wyłącznie ogólną wizję społeczeństwa wobec naszej osoby. Naszym zadaniem, moim zadaniem jest dostosowanie się pod konkretne podpunkty, mam spełniać kolejne role społeczne a w końcu umrzeć, układając swoje kończyny  do cichej, drewnianej, ciężkiej szkatuły. Jak przykre musi być bycie jedną spośród milionów innych kropek kierowanych tym samym kompasem. Każdy chciałby zostawić po sobie jakiś ślad, przeżyć miłość życia, spełnić się w zajęciach, pasjach jakich dotykamy. Wielokrotnie budzimy się z 60 na karku i myślą, że nic po nas nie zostało, wyłącznie kilka wspomnień zamkniętych w umysłach znajomych, kilka wieńców, trochę opowieści i sterta naszych rzeczy materialnych w czterech ścianach zamkniętych. Dziwna jest logika świata, skoro wielu twórców dopiero po śmierci staje się kimś ważnym dla kolejnych pokoleń. Mógłbym wylać tu tony brudów i złości na świat ale tego nie uczynię, świat nie musi być kolorowy zawsze w pełni. Tak jak tęcza ma zarówno kolory jaskrawe i ciemniejsze, tak samo jest w wypadku chwil przez nas przeżywanych. Patrzę czasem na związki międzyludzkie, przyglądam się im, dużo widzę, jeszcze więcej myślę. Tak dużo dzisiaj pozerstwa, grania, sklejania ról, udawania szczęścia, udawania miłości, ta żenująca gra aktorów rodem z brazylijskich seriali chwilami przeraża moje komórki, zamykając umysł na stacji „niedowierzanie z iluzoryczną wizją ludzkiego szczęścia” To trochę taka wasza prywatna utopia, ucieczka przed samotnością, ucieczka przed spojrzeniem w lustro i słowami prawdy, że to nie miłość, że to wyłącznie strach i lęk; bieg do czystego konformizmu, bo przecież sami godzicie się na malowanie grubym pędzlem iluzji a czasem wystarczyłoby się zatrzymać i pomyśleć na ile starczy tego talentu jakim szczycą się serialowi aktorzy, jak długo można okłamywać własne ja i jak długo żyć przy boku osoby, z którą łączy was wyłącznie wieloletnie przyzwyczajenie i kilka ciem, udających w brzuchu motyle.

A ja, mógłbym odejść, umrzeć, zwyczajnie w blasku nocy zatopić się ostatni raz w ustach czerwienią osmalonych, ostatnim spojrzeniem pokochać całą duszę, a potem roztrzaskać się o skały samotności, wykrwawiając się na wilgotnym od deszczu betonie, ostatnim oddechem ukoić kobiece powieki, wtulić kruczoczarne rzęsy w blask tych włosów jaśniejących, szepnąć tylko jak wiele znaczy miłość mężczyzny a potem odetchnąć głęboko i nic nie mówić, odejść spokojnie jak jeszcze nigdy dotąd, umierać wiecznie. 

Ps. Przypominam o konkursie w jakim biorę udział i proszę o wszelką pomoc. Aby zagłosować na mój blog wystarczy wysłać sms o treści G00289 na numer 7122 
Koszt smsa wraz z vatem to 1,23 
Dziękuję za każdy oddany głos.

piątek, 7 stycznia 2011

light shine

Usiadłem na skraju łóżka i otworzyłem walizkę, włożyłem do niej pewien rozdział, tym razem mocno domykając stalowy zamek. To już praktycznie rok czasu gdy moje serce pękło i zalało betonową podłogę krwistą czerwienią i co ? Teraz jestem silniejszym człowiekiem, widzę jeszcze doskonalej, patrzę szerzej i oddycham mocno gdy zalewa mnie wyobrażenie letniego wieczoru, który otula powietrzem moje zmarznięte w środku serce. Ludzie odchodzą, nawet gdy tego nie chcemy, gubią się w życiu, raz pojąc się prawdziwym szczęściem, raz kłamstwem, a raz mamoną, która zakłada klapki na oczy. Każdy wybiera swoje własne szczęście i za nim biegnie, jak głupiec, szaleniec, poszukiwacz lub mędrzec, każdy nakreśla sobie tor własnej drogi, często zamykając się w kuli własnego egoizmu.  Nic w tym złego gdy to czyni nas prawdziwie szczęśliwymi ale są ludzie, dla których warto wyrzucić własny egoizm za okno, niczym papierosa, zbiec po schodach i zdusić go pod czarną podeszwą buta a potem spojrzeć w niebo i ujrzeć odbicie wszechświata w samym sobie, poczuć to ciepło, które płynie gdzieś głęboko od koniuszka palca prawej stopy do czubka głowy. A później wrócić do domu, usiąść w fotelu z ciepłą herbatą lub kawą jeśli chcesz by noc trwała długo, odszukać płytę z muzyką najbliższą duszy, która pochłania całkowicie umysł i komórki i rozkoszować się tym jak jeszcze nigdy dotąd. Odnaleźć siłę na jutro i na każdy dzień kolejny, bo inni często nie dostają szansy na to co my mamy przy sobie od zawsze. Narzekamy na drobnostki, które czynią nasze życie smutnym a wokół rosną lasy ludzkich cierpień i bólu. Zamknij oczy, pomyśl szerzej, włącz moją piosenkę i skup się, przez 5 minut i 18 sekund siedzę obok, kimkolwiek jesteś, cokolwiek robisz, gdziekolwiek płaczesz. Przez ten czas trwam myślami w Twoim prywatnym świecie, weź głęboki oddech, uśmiechnij się do siebie i świata a on odda Ci to ciepło ze zdwojoną siłą.