niedziela, 20 lutego 2011

Blackberry Stone

Rozsypuję się jak morski piasek niesiony przez silną falę, jestem jak resztki kawy osadzające swoje drobinki na ustach ludzi i bokach filiżanek. Aromatyczny, emocjonalny i chwilami upadający pod ciężarem egzystencji. Telefon jest głuchy jak cisza a wiatr nocą tylko hula między wysokimi koronami drzew. Ten dźwięk ma w sobie coś hipnotyzującego co pozwala pisać w dziwnym stanie umysłu. Szpitalne korytarze, kremowe płytki, białe kitle, jaskrawe światła i ludzie; setki ludzi, których dotyka jednorazowy uraz lub wieczne zmagania z chorobą. Obserwacja, rozkład myśli i analiza. Życie daje mi dużo do myślenia, chociaż jestem pełen wad, na katorżniczą pracę nie mam sił. Jestem zbudowany z własnej gliny, ulepiony nieidealnie i rozsypany chcę być w miejscu gdzie poznam smak Twojej duszy. Moje palce się odkształciły i nie pamiętają ciepła ust, smaku i pożądania ciała. Wewnętrzny werteryzm kontra optymizm i tak przez całe życie, dwie skrajności przenikające się na wskroś. Droga zwana życiem potrafi przytłoczyć a stosunki międzyludzkie to cholernie trudna rzecz. Otwieram kolejną stronę książki i pochłaniam łapczywie każdym zmysłem drobnym, zielona okładka uspokaja moje oczy i uświadamiam sobie, że takie kobiety trafiają się raz na kilkadziesiąt lat, poproś niebo w moim imieniu o więcej. 




4 komentarze:

Anonimowy pisze...

'Takich kobiet' jest więcej niż myślisz..

Liryczny pisze...

Oczywiście tutaj się zgodzę ale tych wyróżniających się od reszty jest stosunkowo mało.

Anonimowy pisze...

W sumie to dobrze, bo dzięki temu są wyjątkowe, a zetknięcie się z kimś takim znaczy więcej.

Liryczny pisze...

tak, jest w tym niemal coś mistycznego. Szczególnie jeśli kobieta dodatkowo odznacza się pewnym poziomem intelektualnym.