czwartek, 3 marca 2011

We Won't Run

Sen twardy i spokojny jak marsz Mendelsona – dostojny. Skrawek mojej rzeczywistości i bytu narodzonego dawno temu, szczupła sylwetka przemieszczająca się wzdłuż szarych murów i zabarwionych wiosną dźwięków ptaków na gałęziach siedzących. Starzy mędrcy mawialiby, że życie nas buduje, że każde doświadczenie wywiera wpływ na osobowości a paleta barw każdego z nas chwilami ugina się pod ciężarem życia. Wtedy osobowość pęka, zostawiając głęboko w duszy zgniłe wspomnienia i cmentarz niespełnionych ambicji, marzeń  albo też trawi tego raka od środka, zabija chore komórki i idzie przed siebie z zaciśniętą w pięściach siłą. Szczęście, depresja, miłość, cierpienie, nadzieja i zrządzenie losu, które zabija wszystko – jaki będzie ten scenariusz ? Nie ma złych wyborów, są tylko lepsze lub gorsze konsekwencje czynów, mylimy się w swojej niedoskonałości bo tak jest trudniej, a w życiu ma być trudniej byśmy cenili wszystko co dobre bardziej i bardziej. Chociaż to jest jak cholerna paranoja, człowiek z natury chce być szczęśliwy a szczęście i dzisiejszy świat nie stawiają między sobą znaku równości a ewidentnie wpychany jest tam symbol < gdzieś pomiędzy nimi. Obraz wiosny mi namaluj, bym wiedział jak pachnie trawa, jak wiatr połyka przestrzenie między włosami rozwianymi, jak dopamina płynie przez neurony ciesząc się słońcem a kiedyś nakreśl mi obraz ukochanej kobiety, całokształtem bogatszej niż cztery pory roku. 

<3


Brak komentarzy: