wtorek, 17 maja 2011

story # 1

Okolica oddychała jasnym niebem, zielone trawniki, kolorowe krzewy, świeże powietrze, idealna okolica dla psychiatryka. Wygłodniałe ludzkie bestie uwięzione w szarych murach, duże dawki diazepamu, relanium itp., miękkie ściany, poduszki, sanitariusze i kilku okularników w białych kitlach. Codzienność z życia ośrodka, emocjonalne wraki, ludzie którym nie wyszło, schizofrenicy, chorzy na depresję, jednostki mniej lub bardziej odchylone od społecznej normy. On ? zwykły facet w głębokiej depresji, kilka prób samobójczych na koncie. Właśnie otwierał oczy przed którymi rysował się pomalowany na biało sufit, wszystkie sale w ośrodku były pomalowane w tym kolorze, jakby projektanci żyli z myślą, że tylko jasne przestrzenie uspokajają.  Nic z tych rzeczy, wariaci każdego dnia pokazywali na co ich stać a on żył obok, będąc tylko imieniem i nazwiskiem na papieże. Usiadł na krześle i zaczął pisać, notował każdy dzień z życia ośrodka, chyba tylko przez swój stoicki spokój dostał pozwolenie na długopis, którym równie dobrze mógłby zrobić krzywdę sobie lub komuś z ośrodka. Na szczęście ten etap miał za sobą, przerzucił kolejną kartkę i pisał. W swojej sali miał samych interesujących współlokatorów: jeden z nich  był przypięty pasami po hałaśliwej nocy. Marek bo tak miał na imię przez pół nocy wyobrażał sobie, że ma wyjątkową moc i siłę, faktycznie miał dopóki doktor z pomocą sanitariuszy zaaplikował mu potężną dawkę środka uspokajającego. Mniejsze dawki już dawno nie działały, nasz główny bohater jedyne co pamiętał na drugi dzień to krzyki Marka: „Kurwa! Mogę wszystko! Zostawcie mnie!” To jedna z nielicznych rzeczy jakie zostały w jego umyśle ale jak mógł nie pamiętać skoro ataki Marka pojawiały się 2,3 razy w tygodniu, zwykle w godzinach nocnych. Jakub bo tak miał na imię główny bohater skupiał się wyłącznie na własnym świecie, zbudował klatkę w której się zamknął, pisał, przekreślając kolejne krzywe litery, od zawsze pisał brzydko, co wskazywało na zbytnią nerwowość i dużo emocji w środku. Drugi współlokator był właśnie na badaniach kontrolnych, gdy weszła pielęgniarka, miała długie, ciemne włosy i ciepłe spojrzenie, w dłoniach trzymała mały kieliszek pełen kolorowych tabletek. Jakub powiedział: Czy Pani znowu niesie te cukierki dla mnie? Ostatnio jest ich coraz więcej, czy Pan doktor zdaje sobie sprawę, że od takiej ilości słodyczy może rozboleć mnie nie tylko brzuch ale i głowa?Pielęgniarka uśmiechnęła się jak zwykle idealnie pomalowanymi ustami i odpowiedziała: Panie Jakubie te dodatkowe dwie są na wzmocnienie organizmu, tak blado Pan wygląda.



J: Dobrze, wezmę je pod warunkiem, że Pani chwilę posiedzi, siedzę tu każdego dnia sam, obok mam kolegów, którzy zdaje się należą do innego świata niż ja i nie mam nawet z kim pomilczeć. Zamknęliście mnie w tej klatce i teraz siedzę w nie jednej ale dwóch a nie mam kluczy do żadnej z nich. Proszę, niech Pani zostanie chociaż na chwilę. 


P: Panie Jakubie nie mogę, zostali jeszcze inni pacjenci, którym muszę podać leki. Jakub posmutniał, dobrze rozumiem, niech Pani nie zawraca sobie mną głowy. Trzęsącą dłonią podniósł szklankę i łyknął wszystkie tabletki, co do jednej.


J: Może Pani już iść! – krzyknął.


P:Panie Jakubie, ja naprawdę chciałabym z Panem po…
Jakub nie pozwolił jej dokończyć. Zerwał się z krzesła i usiadł przy swoim stoliku. 

Kontynuacja zależy od Was. Jeśli chcecie bym pisał krótkiego rodzaju historie, dalsze losy Jakuba dajcie znać na formspringu lub w komentarzach pod wpisem. 

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

chcę znać dalsze losy;)

Anonimowy pisze...

ciekawe.. czekam na dalszy ciąg tej historii