czwartek, 19 maja 2011

story # 2

Na ciemnych wskazówkach zegara wiszącego na ścianie dochodziła godzina 9, pora śniadań. Zawsze o tej porze Jakub odrywany był od pisania głośnym dzwonkiem informującym, że zaraz podawane będzie śniadanie. Jakub pomyślał: znowu te cholerne skrzypiące wózki na stalowych kołach i znowu ta sama nic nie mówiąca twarz jednej z kucharek kiedy nakłada posiłek, a to niby ja mam problem i wiecznie siedzę przygnębiony, dom wariatów! Jakub energicznym ruchem podniósł się z krzesła i ruszył po śniadanie zanim wózek zdążył dojechać do jego pokoju, całą drogę powtarzając w myślach jak bardzo nienawidzi tych żelaznych pojazdów zakłócających jego stoicki spokój. Wracał jak najszybciej, nierównych, chwiejnym krokiem, doszedł do swojego pokoju i usiadł przy biurku. Zamknął notes, odłożył długopis i rzekł: co my tu mamy, czerwony pomidor, podobno źródło witaminy A, jedno gotowane jajko – oby bez ptasiej grypy, dwa plasterki wędliny – sama saletra, dwie bułki i herbata z cytryną. Jakub zawsze zaczynał śniadanie od łyka gorącej herbaty i zawsze z cytryną. O ile krzywił się na samą myśl o śniadaniu to herbata sprawiała, że zjadał wszystko co było na talerzu, rzadko ze smakiem ale zjadał. Kiedy Jakub kończył śniadanie przyszedł drugi lokator, naprawdę miał na imię Krzysztof ale wszyscy nazywali go Martwym. Ilość prób samobójczych tego człowieka przysparzała o zawrót głowy lekarzy, personel i samych pacjentów. Jakub mówił na niego wiecznie żywy klakier bo żyć miał więcej niż cała kocia rodzina. Żyletki, skoki z wysokości, pękające na szyi sznury, przedawkowanie leków nasennych, próba skoku do porywistej rzeki i wiele innych o których wiedział tylko on sam i lekarz prowadzący. Krzysztof był postawnym mężczyzną o bujnej, posiwiałej czuprynie, zmęczonej twarzy, zawsze z kilkudniowym zarostem, który w jego wypadku ukrywał zmęczenie zarysowane na zewnętrznej strukturze jego ciała. Krzysztof różnił się od Marka tym, że w nocy spał spokojnie a za dnia odzywał się tylko wtedy gdy czuł się słuchany przez innych, mówił krótko, zwięźle i zawsze na temat. Jakub lubił rozmawiać z Martwym, który był człowiekiem oczytanym, czytał dużo i w każdej chwili, może dlatego mówił mało ale zawsze rozsądnie, używając bogatego języka. Pacjenci naśmiewali się czy przypadkiem nie szuka w tych książkach kolejnych sposobów na popełnienie samobójstwa bo te jego własne za nic się nie sprawdzają. Krzysztof usiadł na swoim łóżku i zapytał: 
- Więc Jakubie filozofia czy Freud ?
J: Hmm.. Jeśli Freud to znowu zaczniesz mi wykładać co mogą oznaczać nasze erotyczne sny w tym ośrodku a co jeśli to tylko efekt uboczny tych kolorowych tabletek, którymi tak mnie jak i Ciebie faszerują ? O filozofii nie będziemy rozmawiać,  nie mam dziś głowy do tych naszych rozważań.
K: Rozumiem, w takim razie mam inną propozycję. Masz ochotę posłuchać muzyki ?
J: Jeśli mówisz o sali, która nazywana jest muzyczną to muszę podziękować. Każdego dnia serwują dźwięki ptaków, szum morza, muzykę relaksacyjną prosto z Japonii i to ma nas niby uspokajać a ja po każdym takim seansie czuję się tylko gorzej!
K: Nie miałem na myśli muzycznej sali.
J: Więc o co Ci chodzi? Przecież nie możemy tutaj mieć swoich odtwarzaczy.
K: Godzina 15:00 to czas zmiany dyżurujących, wyjdziesz równo o tej godzinie, przejdziesz przez całą długość korytarza, ochroniarzowi powiesz, że musisz się przewietrzyć, ulotnisz się na dobre pół, może nawet godzinę czasu. Ten stary jegomość nie ma pojęcia czasoprzestrzeni, on liczy czas tylko od jednej do drugiej drzemki więc może nawet spowiadać się nie będziesz musiał.
Jakub się uśmiechnął, kiwnął głową i odpowiedział: a więc do 15 Martwy, cokolwiek planujesz liczę na Twoją naturalną intuicję, nie chcę mieć problemów.
K: Spokojnie, zdaj się na mnie, siedzę tutaj dłużej więc jestem pewien, że się uda. A więc do zobaczenia! 

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Pisz dalej! :)