niedziela, 18 września 2011

Sólin mun skína

Dzisiejszy dzień to tylko suchy język i późny sen. Nie chcę by kolejne jutro przejmowało kontrolę nad słabościami mojej duszy, wtedy brakuje mi tlenu a jedynym ratunkiem staje się muzyka budująca duszę na nowo, czasem paradoksalnie pomaga na chwilę by wprowadzić cały organizm w spazmy depresyjnego smutku i nostalgii. Lubię patrzeć na uśmiech tych beztroskich dzieciaków, lubię ich trudność w całkowitym zrozumieniu otaczającego świata. Żyją prościej, łatwiej, dla nich dni potrafią mijać jak godziny, gdy dla mnie czas miewa momentami odległości nie do przejścia w tych neuronalnych pętlach. Coraz więcej wyjałowienia wokół mnie, coraz mniej pola na odrębność i odmienność, gdy spojrzenia tych "normalnych" pogardliwie krzyczą: jesteście gorsi bo nie jesteście jak wszyscy! I wtedy widzę jak wielka pustka otacza ludzkość, jak wiele braku świadomości w ludzkich umysłach, jak mało empatii do drugiego człowieka. Zamykam swój pokój, układam otępiałe ciało, Sigur Rós, sekundy, kolejne kilkanaście nut, muzyka, głos i moje serce śpiewa, dusza ubiera koloryt tęczy, sycę się dźwiękiami jak chlebem powszednim. Karmię się tym jakby nie zostało nic innego, gdy boli dusza, boli za świat, który wychował mnie i rodzi ludzi sprawnych ale kalekich na duszy. Wyjałowione serca i ciemne klapki na źrenicach, świecie przytul mnie choć raz.



Brak komentarzy: