niedziela, 12 sierpnia 2012

Banicja

Gdy wszystko milknie, gasną światła a jedyną prawdą jaką masz jest życiowa lekcja pełna smutku, włożonego trudu i starań. Coś się kończy, coś zaczyna a ja straciłem czas na zamartwianie się bo mój dzień zawsze mija zbyt szybko a noce są zbyt długie. Tysiące myśli, ukochana matka w czterech kątach pokoju, obolała dusza bo nie zasłużyłem na tyle złych słów pod moim adresem tak samo jak rodzicielka nie zasłużyła na piętno choroby, które niesie na plecach. Cóż wiara w Boga i lekarzy jest na tyle silna, że całym sercem wierzę w jej zdrowie. Nie było mnie tyle czasu, zaniedbałem siebie, Was, straciłem przyjaźń człowieka, który wniósł w moje życie tyle dobra ale wciąż staram się to udbudowywać. Moje ostatnie pół roku to ciężki kawałek chleba, kolejny raz włożyłem w drugiego człowieka całe serce dostając gorzkie słowa, gorzkie gesty i brak próby zaakceptowania mnie takiego jaki jestem, z paletą zalet i wad. Widocznie los wybiera za mnie, to on decyduje o tym kiedy trafię na osobę, która zauważy dobre serce, nieskalane złymi zamiarami, bogactwo intelektu, poczucia humoru i rozmów do późnej nocy. Wciąz czekam na pełne zjednoczenie dusz, na kawałek obrazu siebie samego w czyimś sercu, na lustrzane odbicie pewnego postrzegania świata i wszystkiego co nas otacza. Wróciłem tutaj, to moja ostoja, miejsce myśli nieposkromionych żadnymi więzami powinności dla świata. Mam nadzieję, że mój powrót jest na dobre chociaż tak cholernie mi przykro, że świat nie daje mi ostatnio powodów do szczęścia chociaż ciągle staram się dawać innym radość zamiast smutku. Cieszę się, że jesteście, momentami wątpiłem, że są jeszcze ludzie, którzy pamiętają o mnie będąc w zupełnie innym mieście, po drugiej stronie cienkiego przewodu doprowadzającego łączność z globalną siecią. A jednak, myliłem się, to bardzo miła pomyłka. 

"Wiem, gdzie jest zapisany mój los, wykwitły z bólu o marzeniach dziecka 
I ciągle stamtąd dobiega mój głos pełen prostego pragnienia szczęścia 
Wciąż chcę pokonać niemoc wobec świata, który łamie mi palce 
Jego bezinteresowną przemoc, która uczyniła mnie kaleką na starcie 
Nawet sobie mogę powiedzieć: "Nie znasz mnie", wciąż tkwi kij w szprychach mojego życia 
Tamto dziecko dzisiaj znowu nie zaśnie, z twarzą w poduszce próbując oddychać 
Ile to już lat wciąż to samo stanowi moją siłę i największą słabość 
Brutalnie walcząc rozrywa tożsamość i cokolwiek zrobię to zawsze za mało".


3 komentarze:

Anonimowy pisze...

My tu będziemy zawsze, pamiętaj, że zawsze masz do kogo wracać

Anonimowy pisze...

Są ludzie którzy zawsze tu będą, my tu będziemy.

Uśmiechnij się czasami do siebie, patrząc na monitor i wylewając tysiące słów, byśmy mogli się złączyć. Uśmiechnij się, choćby przez sekundę,a wtedy ja-choć z drugiego końca Polski-poczuje to. I wiedz, że to będzie jedna z najpiękniejszych sekund w moim życiu.

Przesyłam Ci mnóstwo uśmiechu :)
Karina.

eM pisze...

cieszę się, że jesteś.