niedziela, 24 marca 2013

Perfect world

Istnieją takie chwile w których przekraczasz pewną granicę samotności za którą stoi już tylko przyzwyczajenie do tego stanu i resztka nadziei. Nikt nie obiecywał szczęścia w tym życiu, całkowitego spełnienia, miłości po grób. Możesz spodziewać się tylko kolejnych trudnych prób podczas których mocno nadszarpniesz swoje zdrowie, pobrudzisz duszę i roztroisz serce. Doczekaliśmy czasów zatracenia się w bałaganie wokół, braku zrozumienia innych, w swoim plugawym" ja" ubranym w czysty egoizm bo przecież "mi należy się wszystko". Zawsze chciałem tej przyjaźni z drugim człowiekiem, która pokryta ogromną wzajemną miłością pozwoli się wzruszyć tak cholernie mocno, na tyle by na starość nie znienawidzić drugiego człowieka a wciąż potrafić dbać o siebie; rozumiejąc, że mamy już słaby słuch, poruszamy się wolniej i dość często chodzimy do lekarza. To takie zwierciadło jak z akceptacją pewnych wad za młodu. Coraz mniej w jednostkach altruizmu i cech prawdziwie ludzkich, jedynie zwierzęce instynkty w walce o lepszy kawałek mięsa a świat jest wciąż taki sam, tylko ludzie zgubili gdzieś swoje serca robiąc z siebie ładnie wyglądające wydmuszki.

wtorek, 19 marca 2013

Przyjacielu.

Pamiętam przyjacielu jak resztkami sił walczyłeś o przetrwanie, będąc dla mnie kimś więcej niż zwierzęciem na czterech łapach. Twoje pierwsze nieśmiałe kroki po mieszkaniu, gdy wstawałeś w nocy będąc z dala od bliskich sobie zwierząt. Było w Tobie więcej człowieczeństwa bez używania słów niż często w ludziach, którzy przecież potrafią mówić doskonale. Zero złośliwości, nawet wtedy gdy niechcący ktoś Cię nadepnął. Pamiętam każdy spacer, Twoją nieufność wobec wielu nieznanych osób, zachowywałeś się identycznie jak ja w świecie w którym czuje się tak maly jak Ty wśród ludzi.  Zasypiałeś gdzieś obok, nawet jeśli było to zupełnie niewygodne miejsce, tylko po to by czuć pełen spokój, że ktoś blisko czuwa. Przychodziłeś sam tylko po to by Cię przytulić, kładłeś wtedy głowę na moim ramieniu z głośnym oddechem. Mam nadzieję, że istnieje jakieś niebo dla psów, chciałbym móc kiedyś zwyczajnie Cię pogłaskać, wyjść na spacer gdzieś daleko poza horyzont, karmiąc się tym pięknem z góry, pełnym błękitu i dobra wokół. 


niedziela, 17 marca 2013

.

Płyniemy niczym ryby w brunatnej rzece, ocierając się o przebłyski promieni słonecznych nad powierzchnią wody. Pstryk, ktoś wyłączył słońce. Miliony małych punktów pokryły cały obszar nad naszymi płetwami migocząc tajemniczo, zrobiło się tak strasznie ciemno. Płyniemy razem w grupach, chociaż nie znamy końca naszej podróży a wokół tylko woda i pęcherzyki powietrza, co jakiś czas się wynurzamy by sprawdzić gdzie jesteśmy. Nikt z Nas nie chce umierać w tej osobliwej grupowej samotności. Szukam światła w tym lodowatym tunelu a nie jestem węgorzem elektrycznym. Są chwile w których cała ta bańka mydlana zwana życiem wydaje się prymitywnym złudzeniem gdzie więcej jest syfu i tęcza jakby mniej kolorowa. Łez już dawno nie ma, wokół całych grup, narybka tylko ponure spojrzenia, chociaż czasem wszyscy są równi gdy nie wiedzą dokąd zmierzać. Krzyk dziecka w środku nocy, które czeka na dłoń ciepłą matki, ja też czekam na zarys twarzy jasnej, która uśmiecha się w sercu gdy zasypiamy. Wtedy same pobudki nie są tak cholernie straszne a pojęcie przyszłości łatwiejsze do zrozumienia przez dwa wierne sobie umysły. Moje wątłe kroki zbliżają się do krawędzi łóżka, daj mi zasnąć księżycu, pozwól dopłynąć w mroku do blasku słońca gdy pierwsze ptaszyny ćwierkają mówiąc ludziom  "dzień dobry". 

sobota, 2 marca 2013

Don't you leave me lonely


Krew płynie z Twoich oczu jak atrament, barwi kolorytem Twoje kroki, mijasz ludzi i ich mentalne zwłoki. Świat umarł dla mnie już dawno, krzyczę głośno do Boga wciąż zdzierając gardło. Otwórz powieki, popatrz szerzej czy istnieje miłość w ludziach czy zgubili między kolejnymi minutami na zegarku prawdę w sercach. Miłość kona, opada na przestrzeń wokół w agonalnym amoku. Łza płynie po policzku gdy jesteś idealistą wciąż ufając, że dobro jest gdzieś blisko a dla Ciebie ludzkie serce to wszystko. Uśmiecham się szczerze do gwiazd nocą, jestem kotem zadomowionym w dźwiękach, układam się obok kobiecych nóg delikatnie ocierając się o gładką skórę. Kocim wzrokiem mówię kocham chociaż jestem indywidualistą, budzę Cię rano mrucząc, jestem gdy chorujesz, nawet kładę się w miejscu, które boli żeby Tobie było ciepło. Nie potrzebuję wygód, najwyżej spadnę na cztery łapy ale będę obok z sercem gorącym jak poranna kawa. Dziś już nie ma gwiazd, czarne niebo wokół, kot przestał się uśmiechać chociaż ciągle na coś czeka, zapaliłby papierosa chociaż koty podobno nie palą. Daj mi kawałek nieba, adoptuj i traktuj dobrze, kot chciałby tylko spokoju ducha i czegoś co nienamacalne ale pewne jak wszechświat nad nami. Tak, ludzie nazywają to miłością a my koty wciąż czekamy.