piątek, 26 kwietnia 2013

I wish..

Zamknąłem oczy zapalając w tej samej sekundzie światło na księżycu. Usiadłem na starym krześle gapiąc się w dół, nie ma różnic miedzy ziemią a tym promienistym rogalem. W obu lokacjach ludzie bywają tak samo mali, kłamliwi, nikczemni tylko z góry lepiej widać a echo fałszu niesie się cholernie daleko. W jednym i drugim miejscu można być samotnym z małą różnicą: na księżycu nie ma ludzi, chociaż gdyby mogli pewnie wyciągnęli by brudne łapy po mnie. Żyjemy tak krótko, czasem nawet nie mając czasu by schronić się przed cierpieniem. Dawno przestałem uciekać, cierpienie jest wpisane w nasze DNA, lepiej jest oswoić się z tą myślą i szukać spełnienia w najdrobniejszych rzeczach. W momentach w których uśmiechamy się w środku. Dużo tutaj miejsca na górze, co prawda mało wygodnie, raczej chłodno i mimo gwiazd wokół pusto. Wszystko można zmienić, ułożyć w tym jasnym punkcie własne niebo, uczucia, położyć tam miłość jeszcze niezbadaną niczym Mars. Trochę zmarzłem od czekania, ręce mi grabieją, kręgosłup wygiął się w grymasie bólu, oczy są już zmęczone od ciągłego blasku. Chyba pora zgasić światło, które każdego dnia woła mayday, mayday! Jutro też je zapalę w oczekiwaniu a teraz pozwól mi otworzyć oczy. 



sobota, 20 kwietnia 2013

Summer wine.

Słońce o poranku przebijało się przez zasłony, docierając z trudem do zamkniętych powiek blond człowieka. Błękitne oczy powitaly kolejny dzień, jeden z 365 w roku. Lustro czasem mówi o nas wszystko "jesteś dziś taki zarośnięty i te worki pod oczyma po kolejnej nocy w której nie dałeś odpocząć swojej zewnętrznej powłoce i ta czupryna w wiecznym nieładzie. Potem drobna chwila zastanowienia i wewnętrzne cwaniactwo "masz całkiem czarne okulary, nikt nie zauważy tych niedostatków, włosy przecież to chwila roboty by wyglądały na celowy zabieg, zarost ? Chłopie, przecież kobiety kochają trzydniowy drapak na Twojej skórze". Usiadlem z myślą kogo dzisiaj obchodzę ja sam, jak w dniu świra czy znaczenie ma to "czy dziś wstanę czy nie, czy coś zrobię czy nie". Poszedł bym przecież po bułki i dżem dla Ciebie ale siedzę tu sam z kubkiem gorącej kawy i muzyką za moimi plecami, czasem ciszą. Wciąż myślę siedząc wsród znajomych, którzy tak opowiadają o sobie, widzę, ze są szczęśliwi. Widzę, ze miłość to coś więcej ale pózniej i tak wracam do pustego pokoju, do swojej własnej drogi w której chcę być szczęśliwy choćby przez dłuższą chwilę. Wciąż tkwi we mnie ten nieśmiały chłopiec z dzieciństwa i nawet nie wiem jak wyglądasz, czy wolisz maliny czy pomarańcze? Czy upały Cię męczą i na którym boku zasypiasz? Oczekuję czegoś co jest pewne jak tlen w płucach i tak samo nienamacalne. Uczuć tak prawdziwych jak uśmiech małego dziecka, tak dogłębnie nieudawanych, bez tych całych kurtuazyjnych gestów. Kogoś na kim można polegać jak na najlepszym przyjacielu chociaż wciąż z boku słyszę, ze ufać możesz tylko sobie. Mogę zjeść z Tobą zimną kolację nawet jeśli wrócisz z pracy dość późno, zaczekam. Nie ma we mnie złych mocy, jest tylko połamane serce człowieka, który krzyczał kiedyś do ludzkich serc, często w zupełnej ciszy, czasem w rozpaczy lub bezsilności. Moje ciepłe źrenice uśmiechają się jeszcze dość często, trwając w nadziei, że przecież nie jestem sam we wszechświecie, ze gdzieś tam za rogiem ktoś czeka by podnieść jej istnienie z kolan bo tak długo walczyła, ze nie ma już siły iść. Zamknąć dłoń w dłoni, resztkami dwóch serc zbudować stabilną przestrzeń w której sens mają tylko dwa równe sobie istnienia. Zapłakać ze szczęścia, ze JESTEŚ, gdziekolwiek.


http://youtu.be/1OEron4rXfk



poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Feel

Noce bywają potwornie puste gdy za przyjaciół masz tylko gwiazdy na niebie. Stoję w tym dziwnym punkcie w którym z góry wydaję się taki mały i obserwuję dokładnie swoją egzystencję. Jestem zwyczajny jak wszyscy, chcę szczęścia jak każdy i bywam wsród ludzi samotny jak nikt. Usiądź przy mnie gdzieś na fragmencie księżyca, obserwuj moją drogę, nie oceniaj bo możesz się pomylić jak w przypadku pięknej, wielkanocnej zimy; czasem czuję jak moja dusza przelewa się przez dłonie wszechświata stawiając mnie w czasoprzestrzeni złożonej z absurdu, obłudy, braku uczuć wyższych i kłamstwa. Życie przestało być kolorowe, dlatego narkoman wciąż szuka ucieczki do lepszego świata, do tej utopijnej wizji w której można zanurzyć zmęczoną głowę i bez której nie można już dłużej żyć. Ja żyję dla tych kilku ciepłych gestów, które kradnę jak ćpun na głodzie, dla tych kilku dźwięków przy których odpływam, dla obrazów, liter, zdań całych. Połykam zapachy, smaki, jestem tu i tam, sam. Za siostrę mam tylko nadzieję bo często wiara w ludzi umiera jak młode piskle, które wypadło z wysoko zawieszonego gniazda.