sobota, 20 kwietnia 2013

Summer wine.

Słońce o poranku przebijało się przez zasłony, docierając z trudem do zamkniętych powiek blond człowieka. Błękitne oczy powitaly kolejny dzień, jeden z 365 w roku. Lustro czasem mówi o nas wszystko "jesteś dziś taki zarośnięty i te worki pod oczyma po kolejnej nocy w której nie dałeś odpocząć swojej zewnętrznej powłoce i ta czupryna w wiecznym nieładzie. Potem drobna chwila zastanowienia i wewnętrzne cwaniactwo "masz całkiem czarne okulary, nikt nie zauważy tych niedostatków, włosy przecież to chwila roboty by wyglądały na celowy zabieg, zarost ? Chłopie, przecież kobiety kochają trzydniowy drapak na Twojej skórze". Usiadlem z myślą kogo dzisiaj obchodzę ja sam, jak w dniu świra czy znaczenie ma to "czy dziś wstanę czy nie, czy coś zrobię czy nie". Poszedł bym przecież po bułki i dżem dla Ciebie ale siedzę tu sam z kubkiem gorącej kawy i muzyką za moimi plecami, czasem ciszą. Wciąż myślę siedząc wsród znajomych, którzy tak opowiadają o sobie, widzę, ze są szczęśliwi. Widzę, ze miłość to coś więcej ale pózniej i tak wracam do pustego pokoju, do swojej własnej drogi w której chcę być szczęśliwy choćby przez dłuższą chwilę. Wciąż tkwi we mnie ten nieśmiały chłopiec z dzieciństwa i nawet nie wiem jak wyglądasz, czy wolisz maliny czy pomarańcze? Czy upały Cię męczą i na którym boku zasypiasz? Oczekuję czegoś co jest pewne jak tlen w płucach i tak samo nienamacalne. Uczuć tak prawdziwych jak uśmiech małego dziecka, tak dogłębnie nieudawanych, bez tych całych kurtuazyjnych gestów. Kogoś na kim można polegać jak na najlepszym przyjacielu chociaż wciąż z boku słyszę, ze ufać możesz tylko sobie. Mogę zjeść z Tobą zimną kolację nawet jeśli wrócisz z pracy dość późno, zaczekam. Nie ma we mnie złych mocy, jest tylko połamane serce człowieka, który krzyczał kiedyś do ludzkich serc, często w zupełnej ciszy, czasem w rozpaczy lub bezsilności. Moje ciepłe źrenice uśmiechają się jeszcze dość często, trwając w nadziei, że przecież nie jestem sam we wszechświecie, ze gdzieś tam za rogiem ktoś czeka by podnieść jej istnienie z kolan bo tak długo walczyła, ze nie ma już siły iść. Zamknąć dłoń w dłoni, resztkami dwóch serc zbudować stabilną przestrzeń w której sens mają tylko dwa równe sobie istnienia. Zapłakać ze szczęścia, ze JESTEŚ, gdziekolwiek.


http://youtu.be/1OEron4rXfk



2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Zasługujesz na kogoś wyjątkowego...
Uwielbiam Cię czytać :)

Anonimowy pisze...

Za kazdym rogiem jest osoba, za kazda sciana moze byc postac lecz zadna z nich nie uszczesliwi Cie kiedy sam nie zostawisz tesknoty w malym pudeleczku, a wszystko sie znajdzie.