czwartek, 30 maja 2013

Varoeldur

Czasem mam ogromną ochotę ucieczki, gdzieś w środek pustkowia, gdzie nic się nie dzieje, gdzie nie słychać głosów, gwaru i śmiechu. Dotykając fragmentów liści, wyschniętej kory, czując wilgoć porannej rosy i zapach szyszek. Jestem w Polsce, w duszy gra mi Islandia. Tamtejszy spokój i zapach tostów o poranku, nieopisane poczucie zjednoczenia z planetą ziemią. Moglibyśmy iść na spacer, w miejsca w jakich nie byliśmy, łapiąc powietrze szeroko rozwartymi nozdrzami. Poczytajmy poezję siedząc na połaci traw zielonych, mając w odbiciach źrenic szerokich bezkres nieba ubranego w błękity najróżniejsze. Zatopić się w Twojej obecności, czując się bezpiecznie jak dziecko, przewracać kartki książek Twoją dłonią, przytulać policzki zmarznięte od wiatru wokół. Uśmiechnąć się do padającego deszczu, całując Twoje wilgotne włosy zakrywające z tajemnicą koloryt oczu. Objąć Cię całą zamykając Twoje istnienie w szczupłych ramionach, rysować na piasku miłość nieopisaną. Wymarzyłem sobie Ciebie w snach, przecież wciąż kierujesz się nieistnieniem albo to ja żyję w nietrafianiu głębokim. Czasem widzę Twoje odbicie w kałuży, gdzieś pomiędzy wychodzącym o poranku słońcem a deszczem wczorajszym. Wciąż ufam, że gdzieś jesteś, wpisana w moje żyły, radość, smutek, chwile, wspomnienia, fotografie, głos przenikający noc najciemniejszą, gdy już tylko będzie na Nas czekał poranek jasny. Wyśniłem sobie Ciebie zwyczajną, lubiącą rzeczy zupełnie różne, wrażliwą, pogodną, prawdziwą jak strumień płynący gdzieś między kamieniami, przebijający się przez trzciny i samotność wąwozów. Czekam tu na Ciebie, z ciepłym kubkiem herbaty, z trochę dziwną duszą, szczerą, kochającą prawdziwie, skalaną wadami i niedoskonałością, pełną myśli radosnych i trudnych. 


poniedziałek, 27 maja 2013

Mru Mru wieczorową porą

Uczucia uciekają między palcami jak muszelki znalezione nad morzem. Ludzie boją się kochać, boją się bólu, który chwyci ich pod pachwiną by przejść za chwilę w okolice kręgosłupa, zginając ciało w nienaturalną pozycję. Poranki pachną konwaliami i słońcem, wylewając się przez brzegi kubka z gorącą herbatą. Delikatność jeszcze wczoraj wyrażała się w ruchach teatru miejskiego, chcę byś czuła cały ten nadmiar rożnych emocji trzymając moją dłoń. Czuję jak delikatnie ją ściskasz, unosząc nieznacznie kąciki ust ku górze. W tym całym tłumie zgubilem się, przecież stoję tu zupelnie sam otoczony tylko ludźmi podobnymi do mnie samego. W skupieniu oglądam sztukę, być może nasza miłość do niej jest podobna, tylko ona znalazła nas a my nie potrafimy odnaleźć siebie. Nie wiem czy lubisz pocałunki w czoło, dla mnie są one oznaką, że można stać się kimś cholernie ważnym w moim życiu. Zawsze miałem pod górkę, teraz wspinam się po stromej krawędzi zmieniając swoje życie małymi krokami. Żaden ze mnie alpinista, mam lęk wysokości a szczyt jest stromy. Wiesz, czasem się wzruszam, rzadko płaczę, życie ciągle mnie kształtuje, mało osób zna mnie dobrze. Chciałbym kiedyś powiedzieć Ci o wszystkim co mnie męczy, nie musząc udawać gdy jest mi cieżko, oczekując jedynie zrozumienia i przyjaźni. "Odnaleźć się" to chyba najtrudniejsze słowo świata, 7 dni w tygodniu, przez 12 miesięcy. 

http://youtube.com/watch?v=RBumgq5yVrA

piątek, 17 maja 2013

Animal

W Twoim życiu pojawiają się momenty w których jesteś tak bardzo samotny, że nawet słońce zaczyna płakać. Potem przychodzi zachód, z barwnym blaskiem otulającym Twoje niezaprzeczalne "ja". Nie ma superbohaterów, nikt nie jest gotowy na samotność, na śmierć własną czy kogoś bliskiego. Przecież ronisz łzy nawet wtedy gdy Twój czworonożny przyjaciel nie ma już siły stać na silnych wcześniej łapach. Myliłem się w swoim życiu kilka razy lub urodziłem się z rozregulowanym celownikiem w kwestii ludzi i roztrojonym sercem. Szukałem zrozumienia, akceptacji, podobnej percepcji a dziś nie ma nic prócz wzroku skierowanego w niebo. Przestałem być smutny bo to odbierało mi energię, lepiej mi się oddycha w swojej skórze, jemioła tylko ładnie wygląda w Święta, racjonalizm mówi jedno "to półpasożyt". Uczucia wyższe będą tylko takie jakie sam sobie stworzysz, nie ma dróg na skróty a ja mam całe życie by poznać istotę czegoś co nieuchwytne jak powietrze. Tak, czasem zwijam się w bólu ale nie zobaczysz tego na zewnątrz; to siedzi gdzieś w środku, nie za uchem a znacznie głębiej. W miejscu w którym dostajesz mocno po głowie, tak cholernie mocno, że z trudem oddychasz, masz mdłości, spocone dłonie i chcesz uciekać. Gdzieś tam w jednym z rogów stoi wielkie drewniane krzesło, smuga krwi otula drewnianą deskę, kierujesz wzrok do wysokości w jakiej nie sprawia Ci to bólu. Patrz uważnie. To miejsce w którym odpoczywa moje serce, od świata, od ludzi, od zmęczenia tą ciągłą pogonią za czymkolwiek. Otoczone pustą przestrzenią, której potrzebuję by oddychać. Musisz być silna by tu dotrzeć, do samego krzesła, wtedy można wszystko zbudować od podstaw, stworzyć coś niebywale silnego, szczerego, niezwykłego. Serce mamrocze, że tak wygląda miłość ale absolutnie nikomu nie udało się dotrzeć do tego punktu w którym można zostać już na zawsze.

poniedziałek, 6 maja 2013

Memento Mori

Przegryzamy samotność jak nadgniłe jabłko szukając zdrowego miejsca na kolejne ugryzienie. Gorzej gdy jabłko zainfekował pasożyt, najpierw napocznie owoc a później Ciebie wyjadając ze środka co najlepsze. Nigdy nie wiesz na jakie jabłko trafisz. Facet w średnim wieku rozmawia ze mną gdzieś w środku miasta, opowiadając fakty historyczne od których masz ciarki na całym ciele. Nie jest historykiem, nigdy nie kończył studiów a ma świadomość pewnych faktów o których boją się mówić uczeni, łatwiej jest zamiatać historię pod dywan i z bohaterów robić oprawców. Kolejny fakt który wskazuje na pewną potworną prawidłowość, manipulację ludzi w każdej najdrobniejszej kwestii. Kolejny wywód dotyczy kobiet, facet gdzieś w środku jest wyraźnie smutny a swoją irytację okazuje przecierając czoło szorstką dłonią by za chwilę wyciągnąć kolejnego papierosa. Gdzieś  podczas naszej rozmowy w tej samej chwili umiera człowiek za wiarę, za wojnę bogatych oprawców pod krawatem, którzy kładą się spać w czystej pościeli z krwią na rękach. Demokracja o ładnym szyldzie dla mas. Wśród tych przemyśleń szczere oczekiwanie prawdziwej relacji na którą czekam każdego dnia. To wszystko jest chwilami cholernie odległe, moje serce zgubiło się będąc  psychologiem dla innych.