niedziela, 28 lipca 2013

Life size ghosts

Samotny podróżnik, gołąb na długiej linii wysokiego napięcia. Mijamy się gdzieś między kawiarniami, jednym a drugim łykiem wina, nie zwracając uwagi na otoczenie. Czasem chciałbym się upić, wyłączyć od myśli destrukcyjnych jak kolejna kawa i papierosy na pusty żołądek o poranku. Nie, nie palę ale samopoczucie znaczy w takich chwilach tyle samo co zgubne nałogi. Odnaleźć siebie to najpiękniejsze i najtrudniejsze zadanie jednocześnie, stanąć w miejscu wiedząc w którą stronę powinniśmy się poruszać i z jakiego powodu akurat tam. Rzeka płynie, tocząc się strumieniami przez moje palce, próbowałem kilka razy zatrzymać ten bieg, spotkać się przy jednym brzegu na rozmowie. Zapomnieć o bólu, który był wpisany w nasze drogi od dnia narodzin, uczył nas jak żyć, jak radzić sobie ze wszystkim z czym się spotkamy. Jestem zmęczony, egzystencją, samym oddechem samotności na plecach, umiem być szczęśliwy sam, ale tylko przez krótką chwilę. Wracasz do swoich czterech ścian, gasisz światło, włączasz muzykę, która jest dla Ciebie jak ukojenie kiedy potrzebujesz się uśmiechnąć i najgorszym wrogiem gdy otacza Cię smutek. Potem przekręcasz się na jeden bok, drugi i tak kilkanaście razy, o czym myślisz ? Pierwszą pokazują już zegarki, w takich chwilach życie ucieka z Ciebie jak niechciana choroba. Jedyne czego oczekujesz od innych nigdy się nie sprawdziło, miłość, obecność i oddanie. Niczym trzy siostry zawsze obok, ich tu teraz nie ma, może nigdy przy Tobie nie były. Głowa oparta o pierś, uśmiechnięte policzki, gdzieś pomiędzy brakiem słów, ciepłe usta spoczywające przy obojczyku, delikatny wilgotny oddech na szyi. To tylko kolejna noc po której musisz się obudzić, prócz snów i bezsenności nie masz niczego co dałoby szczęście w perspektywie całych lat. Jesteś tu i oddychasz, tylko serce wyróżnia Cię z tłumu podobnych, choć nigdy Cię nie spotkałem. 

http://youtu.be/PNDoOEa5z8w

piątek, 5 lipca 2013

Ísjaki

Rysowałem palcem jasne linie na kolorycie nieba, wtedy byłem dzieckiem. Dziś unoszę do góry głowę, wypatrując przemieszczających się z wolna chmur. Gdy nastaje noc otaczam się gwiazdami, od tych najmniejszych po takie, które niemal pulsują jasnością by wyciągnąć dłoń i sięgnąć po nie. W słuchawkach grają wtedy najwięksi tego świata, aż czuć ten wyjątkowy moment w którym odłączasz swój mózg, kładąc go obok na kawałku trawy czy ławce, odpływasz. Nie musisz być ćpunem by to poczuć, czasem dostajemy takie momenty w których jesteśmy absolutnie zjednoczeni z przyrodą, naszym umysłem. Zwalniamy oddech i skupiamy się mimowolnie na tych kilkuset sekundach z naszego życia w których prócz tego momentu nic nie ma znaczenia, wszystko staje się nieistotne, mało ważne. Takie chwile z niebem są jak ulubiona piosenka połączona z naszym sercem, jak przebudzenie po ciężkim dniu dające ulgę dla ciała i duszy. Będąc bardzo małym dzieckiem myślałem, że wystarczy mi nieco większa drabina bym mógł cieszyć się obecnością wybranej przez siebie gwiazdki na mojej małej dłoni. Dziś gwiazdy są daleko, czasem spadają, podskakują jakby chciały zawołać spójrz na mnie! Ludzie potrzebują dziś do szczęścia tak wiele, że dawno zapomnieli o gwiazdach, o niebie, o całym procesie stwórcy, jego złożoności. Czasem uciekam od świata, wtedy wiem, że obserwując niebo nie jestem sam bo w górę spoglądają ludzie w pełni podobni do mnie, a nieodpowiednia reszta nawet nie uniesie wzroku ku górze.