piątek, 5 lipca 2013

Ísjaki

Rysowałem palcem jasne linie na kolorycie nieba, wtedy byłem dzieckiem. Dziś unoszę do góry głowę, wypatrując przemieszczających się z wolna chmur. Gdy nastaje noc otaczam się gwiazdami, od tych najmniejszych po takie, które niemal pulsują jasnością by wyciągnąć dłoń i sięgnąć po nie. W słuchawkach grają wtedy najwięksi tego świata, aż czuć ten wyjątkowy moment w którym odłączasz swój mózg, kładąc go obok na kawałku trawy czy ławce, odpływasz. Nie musisz być ćpunem by to poczuć, czasem dostajemy takie momenty w których jesteśmy absolutnie zjednoczeni z przyrodą, naszym umysłem. Zwalniamy oddech i skupiamy się mimowolnie na tych kilkuset sekundach z naszego życia w których prócz tego momentu nic nie ma znaczenia, wszystko staje się nieistotne, mało ważne. Takie chwile z niebem są jak ulubiona piosenka połączona z naszym sercem, jak przebudzenie po ciężkim dniu dające ulgę dla ciała i duszy. Będąc bardzo małym dzieckiem myślałem, że wystarczy mi nieco większa drabina bym mógł cieszyć się obecnością wybranej przez siebie gwiazdki na mojej małej dłoni. Dziś gwiazdy są daleko, czasem spadają, podskakują jakby chciały zawołać spójrz na mnie! Ludzie potrzebują dziś do szczęścia tak wiele, że dawno zapomnieli o gwiazdach, o niebie, o całym procesie stwórcy, jego złożoności. Czasem uciekam od świata, wtedy wiem, że obserwując niebo nie jestem sam bo w górę spoglądają ludzie w pełni podobni do mnie, a nieodpowiednia reszta nawet nie uniesie wzroku ku górze. 

Brak komentarzy: