sobota, 2 listopada 2013

W ciszy parzę kawę

Kilka momentów radości zbudowało poczucie szczęścia w moim życiu. Kilkaset łez nauczyło mnie co znaczy smutek, wszelkie choroby wokół uświadomiły mi jak krucha jest egzystencja i ile trzeba mieć pokory w sobie, której uczymy się każdego dnia. Upadki na drodze zbliżyły mnie bardzo mocno do cechy jaką jest wrażliwość, moja najlepsza siostra i najgorszy wróg zarazem. Siedzę w pustym pokoju i nie mam do kogo otworzyć ust, nawet nie potrzebuję dziś rozmowy, chciałbym się przytulić do czyjejś obecności bez oczekiwania pięknych poranków ze słońcem. Niech wieje i pada aby nie w samotności, z samego rana wypijmy kawę, poczytaj mi książkę, którą tak pochłaniasz wzrokiem. Potem włączę stary album, zagłębimy się w inny świat, kolejne kubki ubrane w napar z czarnych liści i cytryny zaczną znikać. Przyniosę koc jak tylko zbliży się zima ale gdzie do cholery jesteś ? Ta kolorowa peleryna obrosła kurzem od tego oczekiwania a ja obrastam w zarost, którego czasem nie chce mi się golić. Podobnie jak z sinymi oczyma, które od zmartwień i krótkiego snu nabierają zmęczonego wyrazu. Chciałbym odpocząć, nie fizycznie, psychicznie. Odpłynąć, uspokoić nerwy, przestać zaciskać dłonie, więcej oddychać, mniej myśleć, spokojniej wstawać, mniej marznąć. 

Album, który towarzyszy mi w ostatnim czasie bardzo mocno:

Brak komentarzy: