poniedziałek, 17 lutego 2014

Stolen dance

Tak wiele marzeń, istotne tylko jedno, Twój uśmiech w moich dłoniach. Gdzieś w miejscach tak spokojnych jak Islandia, pokrytych obecnością dwóch dusz. Karmię się słońcem, ćwicząc spokój mnicha kiedy mam ochotę krzyczeć do księżyca. Jest jeszcze tyle lat do przeżycia, tyle chorób do przebycia, tyle dni samotnych niczym klify pokryte morską solą, która wdziera się w szczelnie zamkniętą strukturę. To zupełnie jak z ludzkim sercem, które za sprawą bólu powoli gaśnie na oczach świata. Dobrze, że tylko gwiazdy i bezsenność obserwują cierpienie, oświetlając przy okazji Twoją obecność wsród totalnie niewypowiedzianej ciszy, pełnej trudnych emocji z którymi często musisz poradzić sobie bez pomocy innych. Nie wymarzyłem sobie kobiety, wymarzyłem sobie miłość ubraną w ludzkie ciało, o łagodnym obliczu, totalnie ciepłym sercu, mogącej wchodzić na najwyższe szczyty przy moim boku, nawet jeśli mielibyśmy oboje kiedyś spaść cholernie nisko to przecież rany możemy opatrywać wspólnie. Inaczej wygląda poranek, gdy w Twoim kubku z herbatą gości nadzieja na każdy wspólny dzień, tyle lat uczyłem się kociego trybu życia i potrafię dość znośnie iść przez życie sam ale nawet kot układa się w stopach próbując zasnąć z poczuciem bezpieczeństwa, ocierając się o ludzkie ciało, spoglądając prosto w oczy. Chciałbym móc wypić czarną kawę z uśmiechem, pełną goryczy, przechylić ją do dna zaczynając zupełnie nowy etap z kobietą, która zasłuży na to w pełni, dowiedzie swojej wartości nie robiąc nic, będąc wyłącznie sobą. 

1 komentarz:

m. pisze...

Zasnąć z poczuciem bezpieczeństwa, pełnia szczęścia...