piątek, 5 czerwca 2015

Unbroken

Pamiętam dzień zero. Ten, w którym wsiadłem do samochodu a moje ręce drżały w strachu przed nieznanym. Czymś co jest nieosiągalne dla kogoś takiego jak ja. Tak wtedy myślałem i kiedy minął pierwszy dzień nauki w nowym miejscu pracy, ten lęk mnie sparaliżował, totalnie wyjął z marzenia, które tkwiło we mnie głęboko. Chciałem zrezygnować, rzucić to wszystko w przeświadczeniu, że nie podołam takiej ilości obowiązków, że zwyczajnie sobie nie poradzę. O pracy w radiu marzyłem przez większość życia, wiedziałem, że jest to nieosiągalne bo kto bez żadnych znajomości, ojca radiowca trafi do takiego miejsca. I kiedy już dostałem na tacy swoje marzenie, ciemna strona wygrała. Poddałem się, uciekłem by potem usłyszeć, że ktoś we mnie wierzy. Rozdarty między całkowicie innym światem, marzeniami a poczuciem, że to ponad moje fizyczne możliwości tkwiłem w niebycie przez kilka dni, które ciągnęły się jak miesiące. Wtedy przyszedł moment przebudzenia, kiedy Syzyf wstaje z kolan, chwila jasności umysłu odrzucającego wszystko co zjadało mnie od środka jak rak. Przeskoczyłem to kim byłem, wyprzedziłem samego siebie o kilkaset kroków, ten drugi zaczął umierać stopniowo śmiercią naturalną. Dziś jestem innym człowiekiem, ta zmiana się dokonała. Jest taki moment, że stawiasz na szali samego siebie i ta jedna decyzja może zmienić Twoje życie lub zostawić Cię w miejscu, w którym słońce nie jest częstym gościem. Nigdy nie powiem, że było łatwo, było trudniej niż kiedykolwiek w moim życiu. Krew, pot i łzy - trzy słowa określające wszystko w tym okresie. Nigdy i nigdzie nie nauczyłem się w ciągu tak krótkiego czasu tylu rzeczy, nigdy nie odczuwałem takiej satysfakcji i radości z tego co robię. To nie jest praca dla każdego ale dziś wiem, że to moje miejsce. Miejsce, którym oddycham kiedy padam na twarz i miejsce dla którego chcę się rano budzić. Mój tydzień pracy nie jest standardowy, często życie jest podporządkowane temu co musisz zrobić. 7 dni w tygodniu jesteś w pracy, fizycznie lub psychicznie ale robiąc to z pasją, mimo zmęczenia uwielbiasz ten stan ciągłości. Nauczyłem się doceniać momenty wytchnienia, nabyłem umiejętność organizacji czasu, otworzyłem się na ludzi, spotkałem po drodze wielką pasję. Dziś wiem, że dostałem los od życia, bilet w jedną stronę. Pamiętam pierwszy peron na którym stałem bezradnie jak dziecko we mgle, dziś jestem w jednym z wagonów. Świat nie ma granic, jeśli powiesz sobie, że potrafisz i odważysz się żyć a nie być. 


Brak komentarzy: